*
to ona proszę
rozdygotana banieczka prywatności
o promieniu minus trzydzieści cztery centymetry
rozdmuchana bielą karła
martwa w sposób
nieopisany w żadnym podręczniku
spogląda zezując a gdy
rozrywa się błogo
grawitacyjnie i tylko tak to
może się skończyć
*
wystarczy rozepchnąć znudzone spojrzenie
przez lukarnę lekko ściśniętej pięści
przepoczwarzyć pryzmatyczne skurcze
wszystko zacznie bić inaczej
zapadać się w głąb
rozchodzić okręgami
staw pokryje się zmarszczką wirów i pomyłek
Dodatek A
nie ma konieczności
Dodatek B
uściślenie: głębia obszar
wbrew powszechnemu mniemaniu
wbrew temu wszystkiemu
w brew
otóż jest zdradziecko
mleczno biała
Dodatek C
to nie tak
*
osmotycznie zgrubiała
jak osa w talii systemem
żeberkowym gdy światło księżyca
wspinając się po ścianie przetyka
równomierności żaluzji
można domniemywać
zapachy unoszą się
pod sufit i krystalizują
ciśnienie jak foremka
zupełnie bezkształtna
stojąc wryta w zastanowienie
poddaje się
przepala przez folię
myśli o końcu procesu
o narastającej twardości
przestrzeni o nieprzenikalnym
tu i tam
zupełnie bezkształtna
*
on gdzieś na przekór zakrętowi
on gdzieś idzie w słomkowym kapeluszu
środkiem przeoranej zimy
zakrętowi w rozmytych skojarzeniach
wykuszem między pierwszym a trzydziestym siódmym żebrem
jak rozbudowana pięciolinia
z punktualistycznym oszołomieniem
“ewentualnie jedyny z możliwych”
środkiem przechrzczonej bosym stąpaniem
brzęczeniem piasku
wypróżnioną klepsydrą
gdzieś na jabłoni
kościstej i suchej
nadymkami zwoskowaciałych owoców
*
bo upływa już druga
z tych pięknie rozbudowanych
minut słyszy
tylko trzaski nie takie znowuż harmoniczne
rosną coś musi wypełniać
tę przestrzeń w cztery minuty i trzydzieści
z hakiem
skondensowanego
mleczną gładkością pobrzasku
Wszechświata i
niech tam
coś musi wypełniać
nie ma rady mózg nie lubi
bezpowietrza a tak przynajmniej
coś chrząszczy i trzeszczy
rozkoczuje
*
luźno linią rozkruszonych ruchów
i samotnie pozbawiony nawet
bezcelu
kontynuacja na giętkiej linii
wzroku i horyzontu przydarzeń
bez celu

