Rozpychamy (2002) PDF Drukuj

Cykl “Rozpychamy” z roku 2002.

*

to ona proszę
rozdygotana banieczka prywatności
o promieniu minus trzydzieści cztery centymetry
rozdmuchana bielą karła
martwa w sposób

nieopisany w żadnym podręczniku
spogląda zezując a gdy

rozrywa się błogo
grawitacyjnie i tylko tak to
może się skończyć

 

*

wystarczy rozepchnąć znudzone spojrzenie
przez lukarnę lekko ściśniętej pięści
przepoczwarzyć pryzmatyczne skurcze
wszystko zacznie bić inaczej
zapadać się w głąb
rozchodzić okręgami
staw pokryje się zmarszczką wirów i pomyłek

 

Dodatek A
nie ma konieczności

Dodatek B
uściślenie: głębia obszar
wbrew powszechnemu mniemaniu
wbrew temu wszystkiemu
w brew
otóż jest zdradziecko
mleczno biała

Dodatek C
to nie tak

 

*

osmotycznie zgrubiała
jak osa w talii systemem
żeberkowym gdy światło księżyca
wspinając się po ścianie przetyka
równomierności żaluzji

można domniemywać
zapachy unoszą się
pod sufit i krystalizują
ciśnienie jak foremka
zupełnie bezkształtna

stojąc wryta w zastanowienie
poddaje się
przepala przez folię
myśli o końcu procesu
o narastającej twardości
przestrzeni o nieprzenikalnym

tu i tam
zupełnie bezkształtna

 

 

*

on gdzieś na przekór zakrętowi
on gdzieś idzie w słomkowym kapeluszu
środkiem przeoranej zimy

zakrętowi w rozmytych skojarzeniach
wykuszem między pierwszym a trzydziestym siódmym żebrem
jak rozbudowana pięciolinia

z punktualistycznym oszołomieniem
“ewentualnie jedyny z możliwych”

środkiem przechrzczonej bosym stąpaniem
brzęczeniem piasku
wypróżnioną klepsydrą

gdzieś na jabłoni
kościstej i suchej
nadymkami zwoskowaciałych owoców

 

 

*

bo upływa już druga
z tych pięknie rozbudowanych
minut słyszy

tylko trzaski nie takie znowuż harmoniczne
rosną coś musi wypełniać

tę przestrzeń w cztery minuty i trzydzieści
z hakiem
skondensowanego
mleczną gładkością pobrzasku
Wszechświata i
niech tam

coś musi wypełniać
nie ma rady mózg nie lubi
bezpowietrza a tak przynajmniej

coś chrząszczy i trzeszczy
rozkoczuje

 

 

*

luźno linią rozkruszonych ruchów
i samotnie pozbawiony nawet
bezcelu

kontynuacja na giętkiej linii
wzroku i horyzontu przydarzeń
bez celu

 

O stronie

Szukaj